Dusza mi burczy w brzuchu.
Znowu jej nie pasuje, że uwielbiam głód.
Ale to tylko minuta ciszy.
Za chwilę wróci upragniony hałas.
Miło, że wpadłaś, ale już późno.
Muszę już spać, bo padam na brzuch.
I tak mnie zdradzasz, bo nie ma Cię nigdy,
A słyszę Cię tylko, gdy boli.
Nie oczekuję nawet odburknięcia.
Po prostu to przełknij i odejdź.
Wiedz, że obfitość to zastój,
Także wolę się gryźć do śmierci.
Do zobaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz