Wiesz, o czym nikomu nie mówię? Mam problem z popędem płciowym. Czuję się jak zwierzę. To oddziela moje wnętrze na zupełnie dwa różne kawałki. Z jednej strony jest istota, która nie radzi sobie z obecną sytuacją i z egzystencją ogółem, z drugiej strony pojawia się agresywna kreatura, która zamienia istoty płci przeciwnej w przedmioty pożądania. Dopiero po rozładowaniu napięcia wracam skonfundowany do całości, patrząc na siebie z drwiną i obrzydzeniem. Dopiero wtedy mogę widzieć wszystko takim, jakim jest. I tak jest codziennie - codziennie wszystko wraca, walczę ze sobą przegrywając kolejny raz. Więc jak mógłbym czuć się ze sobą dobrze, gdy w każdej chwili toczę wojnę, a moje postrzeganie świata jest elastyczne i zmienia się pod wpływem tak okropnej zależności? Codzienne pozbawianie się emocji na rzecz chwilowej przyjemności, coraz to bardziej wymagającej i wyniszczającej wrażliwość. I nie wiem, czy da się walczyć z tym, co jest wynikiem ewolucji człowieka. Jestem więc w kawałkach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz