Parszywa twarz, obrzydliwe godło armii zdziczałej.
Premedytacji w oczach tego człowieka nie da się nie zauważyć.
Sposób poruszania się - pewny, chamski wręcz krok.
Krok za krokiem, wije się chamstwo kilometrami.
A za śladami butów krew się ciągnie gęsta,
Z rozdeptanych głów ofiar wojny bezbronnych.
Ty wiesz ile ofiar z jego szponów padło,
Ze szponów, bo dłońmi nie sposób ich nazwać.
Dziesiątki, setki, tysiące... A więcej by zliczyć.
Mężczyźni, dzieci, kobiety - wszystko wróg.
Wszystko na rozkaz, za razem raz, bez ludzkiego zawahania.
O ludzkich cechach przecież nie ma mowy i łudzić się na marne.
Bo w oczach jego pustka - obojętność po wypalonej ostatniej kropli empatii.
I strach pomyśleć, że on nie pierwszy jest i nie ostatni,
Że przed nim miliony i za nim kolejne kroczą bez ustępu najmniejszego,
By krew niewinnych przelać na cześć jedynej, słusznej ideologii.
I tylko gęsty pył nasila się pod wpływem kroków hord destrukcyjnych.
A pośród pyłu ja jedyny z myślą zbawienną.
Nienaruszone jabłko wśród jabłek zgniłych w sadzie indywidualności.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz