Troszkę już tu jestem. Zasiedziałem się nieco. Spotkałem też trochę ludzi. Każdy wyjątkowy, bez wyjątków. Zielone, błękitne, piwne, czy też szare oczy. Ale niestety przyjrzałem im się zbyt dokładnie, zobaczyłem w nich za dużo. Błękit stracił kolor nieba, jakby zanieczyszczona woda, brąz przemienił się w błoto a zieleń zastąpiła zgnilizna. Kiedyś kwiatki pachniały inaczej. Dziś nie znajdziesz tak pięknych kwiatów, chwasty co krok. Zrywasz je z tej ziemi, co na nie nie zasłużyła, choć nie widać w tym sensu, bo jedynie ranisz dłonie. To, czego doświadczasz, nie jest nawet rozczarowaniem. To jęk bólu duszy, która zwykła zrywać najdelikatniejsze, najpiękniejsze polne kwiaty, a słońce kochało tulić Cię swymi promieniami, jak nikogo innego. To przecież nie twoja wina. Czy to źle, że kiedyś mijało Cię tylko świeże powietrze? I co ty możesz z tym zrobić? Przecież był to najprawdziwszy dar od Boga. Dlatego chciałbyś tam wrócić. Próbujesz. Nawet Ci się udało, pamiętasz? Byłeś wtedy najszczęśliwszym dzieckiem na świecie, ponownie. I oglądałeś znów te wolne od czasu łąki, przywitałeś się ponownie ze słońcem. Jego promienie utuliły Cię dokładnie tak, jak tuliły Cię wtedy, gdy pierwszy raz dotykałeś ziemi. I mógłbyś być szczęśliwy i beztroski. Znów mógłbyś być dzieckiem tak naiwnie wierzącym w dobro tego świata i w ciepło ludzkich serc, gdyby nie to, że zorientowałeś się, że poza Tobą nie ma tu nikogo. Każdy zniknął w pędzie mechanizmu czasu. To cholernie przykre być tu samotnym. Chciałbyś pokazać komuś to miejsce, chciałbyś przeżywać szczęście razem z kimś, ale tu nie ma żywej duszy. Jesteś Ty w ogromie tego lepszego świata, a ciężko samemu unieść całą kulę ziemską. Ten ogrom ciąży coraz mocniej, w końcu jest nie do udźwignięcia. W jednej chwili upuszczasz to wszystko, bo to ponad twoje siły. Przestajesz być szczęśliwy. Przestajesz wierzyć, że wrócisz tam kiedykolwiek. Zamykasz oczy, bo tak czy tak łzy nie pozwalają Ci już niczego widzieć. To koniec bajki. Czas wrócić, królewiczu. Staczasz się powoli, tam na dół tej ogromnej góry, do całej masy miliardów ślepców. Nie czujesz już nic. Umierasz pośród hord głów. I dziwisz się, że straciłeś to wszystko tylko dlatego, że chciałeś się z kimś tym podzielić. Tylko dlatego, że kiedyś dotknąłeś nieba. Kto by się spodziewał, że niebo piekłem się stanie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz