Nawet tak mało odległa przeszłość (kilka miesięcy) wydaje mi się zupełnie nierealna i wręcz z niedowierzaniem odbieram niedalekie wspomnienia. Wyobrażam sobie jak wiele mogłem zrobić i w jaki sposób mógłbym być bardziej usatysfakcjonowany, odnosząc wrażenie, że pewne incydenty były swego rodzaju darem, który mogłem wykorzystać lepiej. Ale to tak, jak stanie z boku danej sytuacji. Podczas chwili obecnej nie masz czasu na analizę, wszystkie możliwości, robisz to, co podpowiada Ci umysł pełen kompleksów i myśli, z którymi jesteś w wiecznym konflikcie. Obecnie po wspomnieniach zostaje mi niedosyt i rozczarowanie. Na myśl nie przychodzi mi, żeby cieszyć się tym, co udało mi się uzyskać. Zawsze coś mówi mi, że mogłem więcej.
Czyli istnieje prawdopodobieństwo, że te kilka miesięcy wstecz nie było złe. Że naprawdę ten czas mógł być kopalnią pozytywnych emocji, ale Ahlo robi wszystko, żeby to komplikować. To udaje mu się perfekcyjnie, gdyż w przeciągu ostatnich dwóch lat nie pamiętam, żebym przyznał, że jest dobrze. Każda pozytywna myśl jest zagłuszana w imię czegoś, co udaje zdrowy rozsądek, każe uciekać z chwili obecnej, gdyż wysnułem sobie teorię drogi rozwoju. Niestety ona zawsze jest sprzeczna z rzeczywistością. Pewnie dlatego nigdy nie umiem sobie wybaczać i akceptować siebie.
Zapominam, że nie istnieje żadna droga. Z roku na rok potrafię budować sobie kolejne, coraz dziwniejsze przekonania. Po latach stawiania swoich zamków z piasku, przychodzi fala, która w jednej chwili równa wszystko z ziemią. Dlatego boję się przekonań. Mam nieodparte wrażenie, że każdy buduje swoje zamki z piasku by w chwili śmierci uświadomić sobie, że to wszystko na nic. Jeden najmniejszy błąd postrzegania burzy wszystkie wieże. Każde przemyślenie, każde zatrzymanie się, by nie wyjść poza swoje reguły, każde rozczarowanie i nienawiść do siebie, to wszystko tak naprawdę było skutkiem budowy zamku, który z dłuższej perspektywy nie znaczy kompletnie nic. Człowiek non stop się zmienia zauważając po latach, że jego wnioski o rzeczywistości są bzdurą. Więc dopóki będę tak trzymał się reguł dyktowanych umysłem, dopóki będę przykładał wagę do moich myśli, mających początek w podświadomości autodestrukcyjnej, tak naprawdę będę jedynie wytworem iluzji. Nigdy nie będę żył chwilą obecną. Nie doświadczę życia. Strach pomyśleć, jak mało osób je doświadcza, żyjąc (całe szczęście nie wiecznie) w swoich małych pudełkach, opartych na ich ograniczonych umysłach.
Przekonanie to luksus tych, którzy stoją z boku. Podczas wyjścia z "pudełka" wszystko potrafi zrujnować się w sekundę, nawet jakikolwiek sens. Dlatego warto doświadczać nowych sytuacji, by zrozumieć, jak bardzo mało pojmujemy i jak bardzo jesteśmy zakotwiczeni we własnych fanaberiach. Czyż nie jesteśmy wszyscy szaleni?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz