Nadchodzą dni zagłady.
Widzę je coraz wyraźniej.
Przekleństwo mojej osobistej ludzkości.
Dostrzegam, jak z biegiem czasu staję się coraz wolniejszy, myślący coraz wolniej,
a za razem coraz bardziej chaotycznie.
Co najgorsze, coraz mniej abstrakcyjnie.
To coś jak sen, w którym uciekasz od mordercy najszybciej jak tylko potrafisz,
a on prędzej czy później i tak cię dogania, bo tak naprawdę zamiast biec do przodu, poruszasz się w miejscu. Ten morderca to przeciętność i życie zautomatyzowane, bezcelowe.
Więc to śmierć we śnie.
Nie tak miałem skończyć, podobno.
"Ale Ty nigdy nie poddasz się."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz