piątek, 11 listopada 2016

Jestem z papieru

Jestem z papieru.
Kiedyś bielszego, równiejszego,
I pustego przy tym.
Jestem z papieru.
Dziś już jestem nieco pomięty
I rogi me skrzywione.
Na to się mówi potocznie psychika.
I nie dziwi mnie to wcale,
Gdy po tylu latach widzę,
Że rwę się na strzępki.
Bo papier próbuje być drzewem.
I choć z drzewa on powstał,
Ta sztuka nigdy się nie udaje.
Więc odchodzą ze mnie strzępki.
I dobrze mi z tym,
Bo więcej jakby powietrza
Przeze mnie przechodzi.
Dopóki nie będę już w stanie
Pozbierać swych kawałków -
Ten ostatni raz.

Jestem z papieru.
Cały w dekoracji zdań.
W plamach od nadmiaru tuszu,
Który wyciekał kroplami
Znacznie intensywnej
Przy nagłym cierpieniu.
Zupełnie nieświadomie.
Przyciskając mocniej pióro
Przez nieznaczące nerwy,
Powstają nie raz we mnie szramy.
Napisz na mnie co zechcesz,
Zawsze znajdę tu puste miejsce.
Tylko najpierw przeczytaj ze mnie,
Że nie umiem być tylko teraz.
Nie potrafię wymazać z siebie dawnych,
Choć nieaktualnych słów,
Starych i błędnych przekonań,
Których teraz mógłbym nie ścierpieć.
Bo bez nich nie byłoby mnie,
A bez Ciebie mazałbym się dalej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz