Każdy jest inny. Ja akurat jestem taki, że do każdej sytuacji się dostosowuję i zakładam maski. To cecha psychopatów. Ale w pewnych rozmowach odnoszę wrażenie, że jestem bliższy prawdziwemu mnie. Chyba, że takiego nie ma - i chyba przy tym zostanę. Dochodzę do wniosku, że (myśląc abstrakcyjnie i wierząc w coś więcej niż to, co widoczne) nie ma mnie prawdziwego, bo mój charakter i osobowość to wytwór umysłu, a nie uważam go za coś, co ukazuje prawdziwość. Dlatego mogę być zawsze szczery, ale nigdy nie być sobą. Bo ja nie mam charakteru, nie mam osobowości, przyjętych zasad, zwyczajów, nie mam nic. Jestem tylko pustką a za razem oceanem, ale dopiero, gdy opuszczę to, co daje iluzję posiadania czegokolwiek, czyli gdy opuszczę umysł.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz